RSS
sobota, 08 października 2016

 

 

Patrząc na życie współczesnego człowieka można pomyśleć, że żyjemy jak w amoku. Jakbyśmy byli nieustannie pod wpływem jakichś używek... System wartości jest jednym wielkim wymieszaniem. Nie ma w nim żadnej hierarchii – jest na własne potrzeby i wtedy, gdy się to podoba czy pasuje. To wszystko prowadzi do ślepoty, i to na wszystkich płaszczyznach.  Na pozór wszystko jest w porządku. Staramy się żyć w zgodzie z przyjętymi normami. Jesteśmy mili, uczynni pomagamy innym nawet za nich się modlimy.  Czasem jednak odzywa się w nas jakiś cichutki głos... ZRÓB WIĘCEJ !  Tłumimy go tłumacząc samym sobie : "przecież jestem w porządku",ale czy na pewno?! Czy na pewno robię wszystko aby żyło nam się lepiej. Czy daję z siebie wszystko?! Szukamy wymówek, aby żyć swoim wygodnym życiem, aby nie musieć rezygnować z czegoś co nam z różnych powodów odpowiada z czego czerpiemy przyjemność... Nie zwracamy uwagi na potrzeby innych... Czasem nie wystarczy 5 zł ofiarowane żebrakowi czy nawet modlitwa... Czasem musimy ZROBIĆ WIĘCEJ - ZMIENIĆ COŚ W SOBIE!  

W głębi duszy wiemy o tym, ale nie chcemy, dopóki .... Właśnie dopóki sytuacja nie zaczyna nas męczyć bądź coś złego się wydarzy. Pytamy Boga : dlaczego? Gdybysmy jednak chcieli się tak głębiej zastanowić to, tak naprawdę znamy odpowiedź tylko nie chcemy przyjąć jej do wiadomości. Wciąż słyszymy - dlaczego Bóg do tego dopuścił - nie szukając winy w nas samych. Czasem coś musi się wydarzyć bo inaczej nie zrozumiemy.  Czasem musimy upaść aby móc się podnieść i być silniejszym!

 

Wszystko co w życiu się dzieje ma jakiś sens i czemuś służy...

 

Zawsze powtarzam swoim podopiecznym "traktuj innych tak jak sam chciałbyś być potraktowany".  Ostatnio chyba o tym czasem zapominałam :(    Powinnam coś zmienić... Zacznę od dzisiaj...

18:29, zmiloscidoboga
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 października 2016

Kilka dni temu mój mąż powiedział na powitanie (często wyjeżdża - specyfika pracy) idę z tobą do kościoła. Zamarłam! Coś się wydarzyło - to była pierwsza myśl! Nie byłabym sobą gdybym nie zapytała o co chodzi. Nie chciał rozwinąć tematu...  Jest osobą bardzooo mocno stapającą po ziemi. Raczej trudno przekonać go do czegoś, czego nie można udowodnić. 

Kolejnego dnia wróciłam do pytania. Dlaczego? Dlaczego tak nagle zdecydował się pójść ze mną na mszę. 

Padła krótka odpowiedź:

 

W Austrii na autostradzie znalazłem się w sytuacji z której nie było wyjścia... Nie wiem jak to się stało, ale z niej wyszedłem... Ja tego sam nie zrobiłem... To nie byłem ja... Ktoś mi pomógł... Nie rozumiem tego...

Muszę podziękować Bogu... Pierwszy raz w życiu czuję, że chcę iść do Kościoła...

 

Nie pytałam o nic więcej. Znam męża ćwierć wieku i rzadko widzę go tak poruszonego. 

 

Dla wielu osób nie byłoby w tym nic niezwykłego, ale nie dla mnie... 

Dla mnie to CUD ....kolejny....

 

 

 

Jaka jest moja wiara...

 

Komuś może się to wydawać dziwne albo wręcz głupie, ale ja wierzę. 

Wierzę, że Bóg obecny jest w każdej mojej myśli, w każdym słowie, sytuacji... Nawet kiedy nie są dobre... 

Wierzę....

Wierzę, że On w jakimś celu do tego dopuścił...

Wierzę, że nawet kiedy upadnę,  "ubrudzę się"  to ON JEST I BĘDZIE ZE MNĄ, pomoże mi się podnieść...

21:53, zmiloscidoboga
Link Komentarze (2) »