Blog > Komentarze do wpisu

Moje psy....

 

Moje psy...

Wczoraj przyśnił mi się jeden z moich psów - Nero.
W swoim życiu miałam dwa psy - Nera i Dianę, oba boksery. 
Raczej zawsze bałam się psów. Kiedy rodzina zaczęła naciskać zgodziłam się pod warunkiem, że będzie to bokser. Dziwny wybór zważywszy na mój strach. Dlaczego bokser ?  Po prostu mi się podobał. 
Często na osiedlu widywałam starszego pana z bokserem.  Zastanawiałam się wówczas - dlaczego on zawsze chodzi z tym psem pijany.  Osądziłam go !

Wychodziłam z Nerem na spacery i wtedy właśnie poznałam owego pana... Było mi wstyd przed samą sobą.  Okazało się bowiem, że pan był po wylewie. Miał problemy z mową. Często spotykaliśmy się na spacerach. Opowiadał o sobie o swojej pasji i....o moim ojcu, którego nie pamiętałam. To dzięki niemu Go poznałam bliżej i dzięki paru innym osobom, które poznałam chodząc na spacery właśnie z Nerem. 
W głowie miałam mocno zniekształcony obraz ojca.... ale to inna historia... Któregoś dnia ów pan zapukał do moich drzwi z prezentem dla moich dzieci - przyniósł bajkę "Król lew". Potem było jeszcze kilka innych, płyty z nagraniami moich ulubionych piosenek.... Nigdy nic nie chciał w zamian. Robił to jak twierdził z przyjemności.
Ech, łza się w oku kręci...

Diana była zaadoptowana z Fundacji Boksery w Potrzebie dla towarzystwa Nera, kiedy przeprowadziliśmy się na wieś, a ja poszłam do pracy.  
Diana to pies odebrany od właścicielki, która przez dwa lata przetrzymywała ją w nieludzkich warunkach... Wiele przeszła.   Miała 9 lat. Kiedy ją zobaczyłam na zdjeciach nie znałam jej historii. Od razu wiedziałam, że tylko ona...  Pojechaliśmy po nią. Pani z Fundacji zapytała dlaczego właśnie Diana? Do dzisiaj pamiętam dokładnie swoją odpowiedź: "Wydaje mi się, że jeżeli jej nie weźmiemy to nikt tego nie zrobi. To stary pies". Wracając płakałam nad nią i jej losem...nad okrucieństwem właścicielki....Była z nami prawie dwa lata.  Kilka dni przed Bożym Narodzeniem spadła z łóżka... Pojechaliśmy do weterynarza. Badania, prześwietlenia, leki.... Kolejnego dnia diagnoza - dają jej dwa tygodnie życia w męczarniach ma zwyrodnienie kręgosłupa. Musieliśmy podjąć decyzję.  Miałam ostatnie pieniądze w portfelu odłożone na Święta. Wydałam je na eutanazję Diany.  Nie wiem jakim cudem pieniądze na Święta też się w ostatniej chwili znalazły...

Któregoś ranka obudziłam się z myślą, że Bóg dociera do każdego z nas w najbardziej przyswajalny dla nas sposób. Uczy nas miłości na różne spodoby, używając do tego różnych środków...

 

311036_185355141538975_51781839_n

Diana i Nero 2009 r.

środa, 21 września 2016, zmiloscidoboga

Polecane wpisy

  • Zmęczenie materiału i Archanioł Michał…

        Od kilku miesięcy czułam jak uchodzi ze mnie energia. W ciągu ostatnich tygodni wciąż przybywało w pracy obowiązków a ja opadałam z sił. Zupełnie

  • Rozmowa z Panem Bogiem...

    Wielu z nas czasem ma gorsze dni. Jesteśmy źli albo smutni, z tego czy innego powodu.  Szukamy kogoś z kim moglibyśmy pogadać....  W najgorszym wypadk

  • Być sobą...

    Gdy bycie sobą oznacza zupełnie odmienną ścieżkę życiową, nie ma zmiłuj. Owszem, będą tacy, co pochwalą i wesprą. Niestety, znajdzie się i pokaźne grono oburzon